Moja historia: od finansów i rachunkowości do junior UX designerki

56% przebadanych Polek i Polaków rozważa zmianę branży (badanie Future Collars z 2023). Połowa z nich podejmuje proces reskillingu w obszarze branży IT. Problem polega na tym, że nie ma jednej standardowej ścieżki zmiany zawodu. Przeczytajcie historię Kingi, która postanowiła zrezygnować z pracy w finansach i na własną rękę zaczęła się uczyć UX designu. Z pomocą sieci Linkedin, splotu okoliczności oraz nieoczekiwanego wsparcia, znalazła wymarzone zatrudnienie. Czy korzystanie z takich metod szukania pracy to łut szczęścia, czy nowy sposób na omijanie zapchanych skrzynek mailowych zespołów rekruterskich? Opowiada o tym bohaterka oraz specjaliści the:protocol: Lidia Piasecka-Netczuk (rekrutacja) i Mateusz Martyn (product design) oraz Jagoda Kumik odpowiedzialna za rekrutację w Volt.io. Wysłuchała: Basia Jagoda.
https://cms.pracuj.pl/content/uploads/2024/02/theblog-10.jpg

Spis treści

  1. Reskilling: dojrzewanie do decyzji o zmianie
  2. Mocne strony: jak je poznać?
  3. Etap 1: nowe umiejętności i edukacja na własną rękę
  4. Etap 2: rezygnacja z obecnej pracy, szukanie nowej
  5. Proces szukania pracy i efekty
  6. Na brak wiary dobre jest nieoczekiwane wsparcie z zewnątrz
  7. Etap 3: zmiana metody, wsparcie z zewnątrz i nieoczekiwany skutek

Reskilling: dojrzewanie do decyzji o zmianie

Studiowałam finanse i rachunkowość. Wybrałam ten kierunek w powodów pragmatycznych: wiedziałam, że w tej dziedzinie jest praca, możliwość rozwoju, a wynagrodzenie jest satysfakcjonujące. Chciałam wygodnie żyć i nie musieć się martwić o swój rozwój zawodowy. Studia bardzo mi się podobały, lubiłam zwłaszcza statystykę, a na drugim roku studiów dostałam się na świetne praktyki i w zasadzie zaczęłam pracować jako asystentka biegłego rewidenta (to audyt sprawozdań finansowych w firmach).

Jednocześnie studiowałam dziennie. Firma bardzo szła mi na rękę, dostawałam też sporo pochwał, że dobrze sobie radzę. Następnie pracowałam jako młodszy kontroler finansowy w firmie produkcyjnej i tam wiele się nauczyłam. Okazało się, że mam łatwość w komunikacji, ludzie chcą ze mną rozmawiać, a ja przy okazji uczyłam się, jak prowadzić rozmowy biznesowe.

Kłopot polegał na tym, że przez cały czas czułam, że nie jestem na swoim miejscu. Czułam, że wybrane studia – choć zainwestowałam w nie dużo pracy i wysiłku (finanse są dość trudnym kierunkiem studiów) – nie dały mi możliwości wykorzystania moich mocnych stron. Praca także nie dawała mi satysfakcji, pomimo tego, że obiektywnie nie miałam żadnych problemów. Wiedziałam, że potrzebuję zajmować się czymś, w czym będę mogła działać kreatywnie. Ta myśl wracała do mnie w zasadzie cały czas.

Mocne strony: jak je poznać?

Od dawna interesowała mnie psychologia poznawcza, w przeszłości lubiłam też rysować. Intuicja podpowiadała mi, że mogłabym jakoś wykorzystać te zainteresowania oraz praktykę, którą dała mi praca w finansach, ale nie miałam na to pomysłu. Nie wiedziałam, jak połączyć tak odległe dziedziny.

Początkowo postanowiłam wrócić do dawnego hobby i zaczęłam uczyć się różnych programów graficznych – rysowanie sprawiało mi przyjemność i dawało poczucie, że mam kontakt z kreatywnym działaniem, mogę się oderwać od codziennych zadań. Wtedy po raz pierwszy dowiedziałam się, że istnieje ktoś taki, jak UX designer.

Połączyłam kropki, wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Bo przecież miałam wszystkie predyspozycje, żeby się tym zajmować: miałam wiedzę z zakresu analizy danych, miałam w sobie wielką ciekawość ludzkich zachowań, motywacji i decyzji odnośnie codziennych zachowań, potrafiłam sama poruszać się w podstawowym stopniu w programach graficznych i miałam smykałkę do rysowania.

W końcu potrafiłam opisać, co chciałabym robić. Mój mąż jest programistą, zajmuje się m. in. frontendem i współpracuje na co dzień ze specjalistami UX, więc miałam pod ręką niezłe źródło wiedzy. Zorientowaliśmy się, że to, co lubię i czym się interesuję, mogę robić właśnie jako specjalistka od UX designu.

Etap 1: nowe umiejętności i edukacja na własną rękę

Zaczęłam uczyć się pracy w Figmie, oglądałam tutoriale na YouTube, testowałam programy graficzne. Przy okazji okazało się, że podczas tej pracy przydają się moje poprzednie doświadczenia z programami analitycznymi. Dzięki tym próbom przekonałam się, że chcę pogłębiać wiedzę u profesjonalistów. Dostałam premię w pracy i postanowiłam wykorzystać ją na kupienie kursu Design Practice.

Uczyłam się w weekendy, a po pracy realizowałam swój pierwszy projekt UI. Byłam zachwycona kursem samym w sobie, ale też sposobem, w jaki został wymyślony i zadaniami. Czułam, że lubię pracować w ten sposób i że mam satysfakcję z działań, po których od razu widziałam efekt. Byłam tak wkręcona, że postanowiłam zaangażować się bardziej. Kupiłam kurs Interaction Designer. Później kurs Google UX Design Certificate.

Etap 2: rezygnacja z obecnej pracy, szukanie nowej

Po odbytych kursach nie miałam już żadnych wątpliwości: chcę pracować jako UX designerka. Postanowiłam pójść na całość: zrezygnowałam z pracy w finansach. Ale nie polecam tej metody nikomu 😉 Najadłam się strachu, ponieważ samo szukanie nowej pracy, w nieznanym sobie środowisku, jest procesem mocno stresującym. Nawet, kiedy ma się dużą determinację.

Ja ją miałam – byłam pewna swojej decyzji, ale nie wiedziałam jeszcze, co mnie czeka. Miałam swoje oszczędności, więc decyzję podjęłam, uwzględniając aspekt finansowy oraz w porozumieniu z mężem, który mnie wspierał, dopingował i szukał razem ze mną, o czym za moment.

Proces szukania pracy i efekty

Przez 4 miesiące pracowałam nad zadaniami rekrutacyjnymi, które dostawałam, biorąc udział w rekrutacjach. Aplikowałam na wszystkie ogłoszenia, w których widziałam dopasowanie mojego cv i opisu stanowiska, niezależnie od stopnia zaawansowania, jakiego oczekiwali pracodawcy. Teraz wiem, że takie działanie nie przynosi efektu – lepiej działać bardziej oszczędnie, aplikować na te role, do których faktycznie pasuję poziomem doświadczenia. Ale ogłoszeń dla osób bez doświadczenia po prostu nie było, a tych na stanowiska w UX pojawiało się coraz mniej. Czułam więc, że nie mam nic do stracenia. 

Uczestniczyłam w różnych procesach rekrutacyjnych i mam sporo złych doświadczeń. Na przykład zapraszano mnie na rozmowę, analizowano portfolio, obiecywano feedback lub wręcz decyzję, podkreślając wysoką kulturę komunikacyjną w danej firmie. Po 3 tygodniach spotykałam się z przedłużającym się milczeniem albo dostawałam wiadomość z suchą informacją, że jest wielu kandydatów na to stanowisko, więc moja kandydatura została odrzucona. Dodatkowo firma przesyła listę najczęściej popełnianych błędów w wykonywanych zadaniach rekrutacyjnych.

Problem polegał na tym, że ja ich w przeważającej większości nie popełniałam. Co oznaczało, że te zadania nie były nawet czytane przez zespoły rekrutujące. Wyglądało więc na to, że do któregoś momentu procesy rekrutacyjne tych firmach były na wpół automatyczne – angażowały kandydatki i kandydatów (szukanie ogłoszenia, wysyłka cv spersonalizowanej wiadomości i portfolio, następnie automatyczna odpowiedź z opisem zadania rekrutacyjnego i terminem dostarczenia, a dalej – cisza). Było to pozbawione sensu – przecież nikt nie jest w stanie sprawdzić 500 zadań od kandydatów.

Zauważyłam też, ze trzeba aplikować na ogłoszenia szybko, kiedy tylko się ukażą, najlepiej w ciągu 3 dni. Kiedy to robiłam, dostawałam odpowiedź niemal od razu. Im więcej czasu upływało, tym rekruterzy mieli już tak dużo zgłoszeń na skrzynkach, że przestali reagować na kolejne wiadomości.

Nie da się ukryć, że sytuacja na rynku w 2023 r. nie była łatwa. Firmy decydowały się na redukcje zespołów, a proces dotknął także doświadczonych specjalistów. Ofert pracy pojawiało się znacznie mniej, szczególnie dla osób chcących rozpocząć swoją ścieżkę zawodową w IT. Juniorzy na pewno powinni podejść do poszukiwania pracy z zaangażowaniem, ale też cierpliwością. Nie mogę nie zgodzić się z Kingą – warto aplikować na dopasowane do swojego doświadczenia oferty. Gdy kandydaci aplikują na dużą liczbę ofert, niekoniecznie zbieżnych z ich doświadczeniem, dostaną najprawdopodobniej decyzję o odrzuceniu ich aplikacji. Tym sposobem mogą się łatwo zniechęcić i zdemotywować. Warto też na bieżąco obserwować portale z ogłoszeniami i tam, gdzie jest możliwość, ustawiać powiadomienia o pojawiających się rolach. Z perspektywy osoby pracującej w rekrutacji widzę, że liczba aplikacji na role juniorskie jest ogromna. Im później kandydaci zareagują, tym większe prawdopodobieństwo, że firma zaangażowała już satysfakcjonującą liczbę kandydatów. A więc nie ma możliwości czasowych na przeprowadzanie kolejnych rozmów
- Jagoda Kumik, senior talent acquisition lead w Volt.io

Pisałam wiadomości do upatrzonych firm, które wydawały mi się wartościowymi miejscami pracy. Pytałam, czy nie szukają kogoś takiego jak ja, w treść wklejałam fragment mojego portfolio, żeby pokazać najbardziej wartościowe dla danej firmy fragmenty mojej pracy. Chciałam przyciągnąć w ten sposób uwagę. Jeśli dostawałam w odpowiedzi rekomendacje czy porady, nanosiłam od razu poprawki.

W tym czasie czytałam też diagnozy rynku UX i wiedziałam, że obserwowany jest spadek ogłoszeń w tym obszarze dla juniorów i osób takich, jak ja – bez doświadczenia. Pisałam więc do firm wiadomości na Linkedinie, a mój mąż publikował na swoim profilu posty rekomendujące moje nowo zdobyte umiejętności. Moja sieć kontaktów zawodowych składała się przede wszystkim z osób związanych z finansami, postanowiliśmy więc wykorzystać sieć mojego męża, która skupiała się wokół IT. Z dobrym skutkiem, jak się okazało.

Na brak wiary dobre jest nieoczekiwane wsparcie z zewnątrz

Mąż opublikował post z ogłoszeniem o moich poszukiwaniach i wywołał “do tablicy” polskie jobboardy IT. Jako jedyny zareagował zespół the:protocol. Trafili na moment, w którym zaczynałam wierzyć, że w moich poszukiwaniach pracy robię coś źle lub po prostu nie nadaję się do tego zawodu i być może lepiej odpuścić.

Tymczasem od the:protocol otrzymałam pomoc merytoryczną od Lidii Piaseckiej-Netczuk (doświadczona specjalistka od rekrutacji) oraz Mateusza Martyna (senior product designera w the:protocol). I już wiedziałam, że na słabą wiarę w siebie najlepiej działa nieoczekiwana pomoc od ludzi, którzy są profesjonalistami w dziedzinach, które mnie dotyczą. Lidia dała mi wskazówki odnośnie cv i zadań rekrutacyjnych, Mateusz spotkał się ze mną i fachowo ocenił moje portfolio. Otrzymałam mnóstwo cennych wskazówek, ale przede wszystkim upewnili mnie, że moje działania mają sens. Usłyszałam, że mam się nie poddawać, działać i czekać. Jestem w gorącej wodzie kąpana, z cierpliwością nie zawsze jest mi po drodze 😉 Ale dzięki temu spotkaniu zrozumiałam, że to, czego potrzebuję, to nie ustawać i pozwolić działać czasowi.

Po raz pierwszy ktoś z tej drugiej strony utwierdził mnie, że decyzja, którą podjęłam, ma szanse powodzenia, a ja nadaję się do tej pracy. Lidia przeszła ze mną nawet symulację rozmowy rekrutacyjnej, więc miałam okazję się sprawdzić, wysłuchać feedbacku i otrzymać wsparcie w momencie, w którym go potrzebowałam.

– Gdybyśmy żyli w magicznej rzeczywistości, to każdemu wypowiedzeniu zaklęcia „portfolio” towarzyszyłaby podniebna wycieczka na grzbiecie smoka Falkora w rytm nostalgicznej nuty „The Never Ending Story”. Pytania, jak stworzyć portfolio dizajnera, gdzie je umieścić i na co postawić akcenty, właściwie nigdy nie straciły na aktualności. Portfolio Kingi było solidną prezentacją jej umiejętności w dziedzinie web design, umieszczonych w popularnym serwisie Behance. To była rzetelna praca, ale czy mogła być decydująca przy wyborze akurat tej kandydatury? Szczególnie w sytuacji, w której Kinga nie mogła pochwalić się komercyjnym doświadczeniem. Postanowiliśmy skupić się na tym, co może ułatwić zespołom rekruterskim jak najlepszy odbiór tego, co przygotowała Kinga. Zadbaliśmy o otwarty, bezproblemowy dostęp do portfolio, żeby zwiększyć szansę obejrzenia projektów. Zaplanowaliśmy również stworzenie przez Kingę swojej strony z portfolio, żeby pokazać jej wiedzę i podejście do projektowania produktów cyfrowych. Poza tym wrzucenie plików do gotowego narzędzia to standardowe podejście, a my chcieliśmy tego uniknąć. Postawiliśmy na pokazanie projektów, które rzeczywiście zostały przez Kingę wykonane. Z mojej perspektywy lepiej nie mieć złudzeń – portfolio kandydatów i kandydatek będzie obejrzane tylko powierzchownie. Jego rolą nie jest pokazanie, jak sumiennie odrobiło się pracę domową. Chodzi o zbudowanie odpowiedniego poczucia u oceniających specjalistów, że jesteście on the same page. Warto myśleć o swoim portfolio jako o miejscu, w którym pokazuje się własną autentyczność, oryginalność i wspólne DNA z firmą czy projektem, do którego chce się trafić. To są prawdziwe wyróżniki. I nieważne czy tym czynnikiem będzie techniczna perfekcja, osadzenie w badaniach czy najnowsze metodologie produktowe. Pokazanie swoich mocnych stron w sposób szczery i zaangażowany oraz współdzielenie tych samych wartości z firmą, zwiększy poziom zaufania i pozwoli zwyczajnie polubić osobę, która aplikuje.
- Mateusz Martyn, senior product designer w the:protocol.
W jaki sposób pokazać swoje doświadczenia zawodowe, kompetencje i umiejętności nabyte w innej roli w taki sposób, aby udowodnić pracodawcy, że będzie ono użyteczne na wymarzonym stanowisku? Jest to spore wyzwanie. W przypadku Kingi naszą pierwszą wskazówką było wyeksponowanie tego, co pozornie wydawało się jej słabością: doświadczenia w finansach. Kinga musiała przekuć to w atut – potwierdzić swoje umiejętności analityczne i doświadczenie w pracy z danymi. W przypadku osób bez doświadczenia w roli, do której aspirują, dobrą praktyką jest wpisywanie do CV wszystkich projektów – nawet tych realizowanych „do szuflady”. Skuteczne będzie także stworzenie esencjonalnego podsumowania zawodowego, z którego jednoznacznie będzie wynikało co daną osobę motywuje do przebranżowienia, dlaczego uważa, że odnajdzie się w nowej roli i co konkretnie zrobiła w kierunku osiągnięcia swojego celu zawodowego.
- Lidia Piasecka-Netczuk, starsza specjalistka ds. rekrutacji IT w Grupie Pracuj.

Etap 3: zmiana metody, wsparcie z zewnątrz i nieoczekiwany skutek

Po 4 miesiącach byłam tak sfrustrowana i zmęczona bezskutecznym szukaniem, że postanowiłam zaczepić się w jakiejkolwiek firmie IT, na dowolnym stanowisku. Byleby by być blisko branży, ale chociaż trochę zarabiać i w tym czasie nadal szukać. Zaczęłam też studia UX Design na Uniwersytecie SWPS.

Znalazłam ogłoszenie na stanowisko w zespole rekrutacyjnym w firmie IT. Wysłałam cv i wyłożyłam kawę na ławę: nie ukrywam, że szukam pracy w UX. Deklarowałam, że mogę robić cokolwiek, jestem przetrenowana przez branżę finansową, więc umiem zadawać pytania i rozmawiać. Chcę pracować w IT i realizować plan pracy w projektowaniu UX. Napisałam, że mam wszelkie predyspozycje do pracy w rekrutacji – bardzo dobrze mówię po angielsku, kształcę się w UX od półtora roku, więc intensywnie obserwuję branżę IT, a do UXowej roli mogę aplikować nawet na darmowy okres próbny na początek.

Trafiłam na osobę, która spotkała się ze mną na rozmowie, wysłuchała, obejrzała moje portfolio, a następnie zaproponowała pomoc. Wykorzystała swoją sieć zawodową i połączyła mnie z firmą, która po rozmowie kwalifikacyjnej zdecydowała się zatrudnić mnie projektowo jako junior UX designerkę. Po okresie próbnym nawiązaliśmy stałą współpracę. Zespół Skillforce nie tylko dał mi kredyt zaufania, ale także dzięki tej współpracy mogłam wrócić do bywania w biurze oraz kontaktu z ludźmi, do którego tęskniłam. Okazuje się, że warto wprost mówić o tym, czego się chce 😉

 

Reskilling zawodowy: co bym zrobiła inaczej?

Posłuchałabym intuicji już na etapie licencjatu z finansów. Czułam, że powinnam spróbować innej ścieżki i nie iść na studia magisterskie w tej dziedzinie. Nie jestem jednak pewna, czy tamte decyzje można ocenić, mając obecną wiedzę. Tym bardziej, że praca w finansach dała mi umiejętności, z których korzystam do teraz: umiejętności komunikacyjne, łatwość obrony własnych argumentów, praktykę negocjacji, pracy w zespole.

Dowiedziałam się także sporo o sobie, na przykład w jaki sposób reaguję, kiedy obowiązki zawodowe wrzucają mnie na głęboką wodę (radzę sobie!). Pracowałam od czasu nauki w liceum, więc chociaż mam 26 lat, mam już teraz sporą wiedzę o tym, czego potrzebuję, w jaki sposób skutecznie rozmawiać o wynagrodzeniu, jak dbać o własne dobro. To przecież efekt sumy wszystkich doświadczeń zawodowych.

Wiem już, że wybory pragmatyczne nie zawsze są najlepsze, że trzeba wziąć pod uwagę to, co się po prostu lubi robić. Jestem dla siebie bardziej wyrozumiała i czuła, i biorę pod uwagę różne opcje. Moja zmiana zawodowa była poprzedzona tak silnym przekonaniem o słuszności tej decyzji, że szczerze mówiąc nie widziałem nawet innej drogi, niż spróbować. Miałam silną potrzebę zmiany, wiarę, że to się musi udać i motywację do intensywnej pracy. Po drodze spotkałam ludzi, którzy w odpowiednim momencie pomogli mi, chociaż nie musieli. Do tej pory ta historia wydaje mi się momentami mało realna 😉

the:protocol © 2026 Grupa Pracuj S.A.