Po co komu strategia?

Od kilku lat dość intensywnie uczę się tego, czym jest strategia i jakie ma znaczenie dla osiągnięcia pożądanych przez nas rezultatów. Jakich rezultatów? W zasadzie jakichkolwiek - czy to związanych z życiem osobistym, wspieraniem swojej społeczności, czy też prowadzeniem biznesu. I okazuje się, że wiele osób i organizacji ma duży problem ze zrozumieniem tej domeny. Mało tego, Michael Porter (którego zna chyba każdy kto choć trochę poważniej otarł się o marketing) twierdzi, że większość organizacji i zespołów nie pracuje w oparciu o przygotowaną strategię. Albo dlatego, że takie coś w ogóle nie istnieje, albo dlatego, że nawet jeśli została sformułowana, to prawie nikt o niej nie wie.
https://cms.pracuj.pl/content/uploads/2023/07/Fel-Mariusz.jpg

Czym jest strategia?

Myślenie strategiczne jest prawdopodobne tak stare, jak stara jest wojna. Pierwsze zarejestrowane wzmianki na temat strategii pojawiają się w chińskich dokumentach pochodzących ze starożytności - kilka grubych wieków przed narodzinami Chrystusa. Na czele jest oczywiście “Sztuka wojny” autorstwa Sun Wu (aka Sun Tzu), którego później (z uwagi na zdobyty przezeń szacunek i status jednego z czołowych myślicieli) określano mianem Sun Zi, tj. “Mistrz Sun”.

Co ciekawe, chińskie rozprawy, które inspirowały myślenie o strategii potrafiły przyjmować bardzo narracyjną formę, wliczając w to poezję (viva storytelling!). Dla przykładu, Laozi, czyli “Stary Mistrz” i autor jednej z najważniejszych ksiąg taoizmu, pisał:

Trzydzieści szprych zbiega się w środku koła,
lecz użyteczność wozu jest w pustym środku piasty.

Wypalona skorupa tworzy kształt glinianej misy,
ale użyteczność jest w jej pustce.

By wznieść dom, budujesz ściany, wstawiasz w nie drzwi i okna,
Ale użyteczność domu jest w pustej przestrzeni.

Dlatego korzyść wynika z tego, co jest,
lecz użyteczność – z tego, czego nie ma.

I tak, ostatnie wersy tego wiersza podkreślają kluczową zasadę każdej dobrej strategii, tj. to, czego nie ma. Ponieważ strategia to sztuka redukcji, a to sprowadza się do dokonania wyboru.

Przeskakując, mniej lub bardziej zgrabnie, na pole biznesu możemy znów przywołać pana Portera, który jest autorem legendarnej książki “Strategia konkurencji”. Otóż pisze on w niej, że przedsiębiorstwo może zbudować trwałą przewagę konkurencyjną nad swoimi rywalami,
gdy zdecyduje się postawić na odmienny od nich zestaw aktywności, co pozwoli mu wygenerować unikalną wartość.

Podkreślam tutaj słowo “odmienny”, bo w istocie implikuje to konieczność dokonania świadomego wyboru - aby robić coś, a czegoś innego nie robić. A potem wokół tego budować biznes.

Dlaczego liderki i liderzy nie mają dobrej strategii?

Barry Schwartz pisze w swojej książce “Paradoks wyboru. Dlaczego więcej oznacza mniej?”:

Learning to choose is hard. Learning to choose well is harder. And learning to choose well in a world of unlimited possibilities is harder still, perhaps too hard.

W wolnym tłumaczeniu oznacza to mniej więcej tyle, że dokonywanie wyborów jest trudne. Jeszcze trudniejsze jest dokonywanie dobrych wyborów, a gdy chcemy to zrobić w świecie praktycznie nieskończonych możliwości, to już w ogóle potrafi nas przerosnąć.

Pojawia się niepokój lub lęk, dodatkowo wzmacniany, gdy rozpatrujemy słuszność naszych wyborów w kategoriach utraconych korzyści, a nie potencjału okazji. Gdy świadomie decydujemy się poświęcić swoją uwagę tylko konkretnym, wybranym działaniom, wystawiamy się na ryzyko, że popełnimy błąd. W związku z tym często po prostu rezygnujemy z podjęcia decyzji.

Świat wokół zmienia się bardzo dynamicznie, kultura wielu organizacji jest bardzo nastawiona na działanie, a w takich warunkach to, co jest pilne wygrywa z tym, co jest naprawdę ważne. Z drugiej strony musimy sobie zdawać sprawę, że każda organizacja ma ograniczone zasoby i bez umiejętnego ich skupienia na kluczowych odcinkach działalności, nie będzie w stanie wytworzyć odpowiedniej dźwigni, by wygrać z konkurencją.

Czasami ten argument się przebija i podejmowane są próby sformułowania strategii, ale wtedy często pada ona ofiarą następujących błędów (za Rogerem Martinem):

  • Jej stworzenie kończy się na etapie tworzenia misji i wizji. Ok, misja i wizja są elementami strategii, ale na pewno jej nie wyczerpują. Dlaczego? Ponieważ nie precyzują konkretnych wyborów dotyczących tego, jak konkretnie dany biznes, czy produkt ma funkcjonować. Dokładniej, nie określają na czym ma polegać budowanie trwałej przewagi konkurencyjnej i jak stworzyć unikalną propozycję wartości, która da nam wygraną na rynku.
  • Zamiast strategii powstaje plan działania. Znów, stworzenie planu, czy określenie konkretnych taktyk, które będziemy stosować, jak najbardziej może być częścią strategii. Natomiast to nie wystarczy. To, że stworzymy listę aktywności, które zamierzamy zrealizować, nie oznacza jeszcze, że ich rezultatem będzie zbudowanie przewagi, a w konsekwencji wygrana.
  • Jej formułowanie umiera, bo pojawia się opinia, że ten błyskawicznie zmieniający się świat jest tak nieprzewidywalny, że tworzenie strategii mija się z celem. Wg tej logiki organizacje powinny po prostu sprawnie reagować na pojawiające się szanse i zagrożenia. Tym bardziej bywa to widoczne w przypadku biznesów i produktów technologicznych, gdzie zmienność i niepewność jest chyba największa. Niestety, przyjęcie takiej postawy skazuje organizację na bycie jedynie reaktywną, co bardzo mocno utrudnia (o ile nie uniemożliwia) budowanie jakichkolwiek przewag nad bardziej świadomą konkurencją.
  • Traktują strategię, jako przepis na optymalizację obecnego modelu funkcjonowania. Ok, być może tworzy to nieco więcej wartości dla biznesu i redukuje marnotrawstwo. Jednak nie gwarantuje tego, że być może wiele wysiłku wkładamy w optymalizację niewłaściwych aktywności. To trochę tak, jakby optymalizować działanie dyspozytorni korporacji taksówkowej, gdy Uber przejmuje rynek dzięki swojej mobilnej aplikacji.
  • Na koniec mój ulubiony przykład, tj. kopiowanie konkurencji lub “dobrych praktyk rynkowych” (co zwykle oznacza po prostu kopiowanie konkurencji). W każdej branży są narzędzia i praktyki, które stają się pewną rynkową normą. Niektóre organizacje wykorzystują to zjawisko i chcą zrobić dokładnie to samo, tylko efektywniej. Bycie jednakowym to nie jest przepis na wygraną, tylko na bycie, co najwyżej średnim. O wiele wygodniej jest, jak najdłużej mieć otwartych, jak najwięcej opcji. Dzięki temu
    nie musimy podejmować naprawdę trudnych decyzji.

Jeśli dany biznes lub produkt naprawdę chce wygrać na rynku, na którym operuje, musi zdecydować, jaki zestaw działań pozwoli mu na wytworzenie unikalnej propozycji wartości. A następnie konsekwentnie i w skupieniu podejmować te działania, stale dowozić wartość, a
gdy otoczenie konkurencyjne będzie się zmieniać, odpowiednio dostosowywać swoją aktywność.

Strategia produktowa

Jak to wszystko w praktyce przekłada się na produkt? Otóż, budując the:protocol stanęliśmy przed wyzwaniem, któremu nie bylibyśmy w stanie sprostać bez dobrej strategii.

Na początek szczypta kontekstu:

  • Grupa Pracuj jest liderem branży HR Tech w Polsce i w Europie.
  • Pracuj.pl, jako horyzontalny serwis, zdominował rynek ogłoszeń rekrutacyjnych na wiele lat.
  • Jednak, wraz z dynamicznym rozwojem rynku pracy, niektóre segmenty wykształciły specyficzne potrzeby, których zaspokojenie stawało się coraz większym wyzwaniem.
  • Jednym z nich jest segment związany z ogłoszeniami dla branży tech, dla którego zaczęło powstawać coraz więcej dedykowanych rozwiązań.
  • Grupa Pracuj podjęła strategiczną decyzję, by zainwestować w stworzenie dedykowanego serwisu dla tego sektora.
  • I tak rozpoczęliśmy prace nad tym, by na Wasze ekrany trafił the:protocol.

Zebraliśmy wspaniałą ekipę devów, product designera, badaczki, kotki i kotów marketingu oraz sprzedaży, i zabraliśmy się do roboty. Warto przy tym zauważyć, że był środek pandemii i wszyscy pracowaliśmy 100% zdalnie (zaraz się okaże dlaczego to jest ważne).

Na szczęście część pracy domowej dot. strategii została wcześniej odrobiona przez Grupę Pracuj, więc mieliśmy odpowiednio sformułowaną misję organizacji:

Grupa Pracuj wspiera organizacje w procesach rekrutacji, utrzymania oraz rozwoju pracowników.

Pomagamy ludziom w znalezieniu najlepszej dla nich pracy i wykorzystaniu ich potencjału zawodowego.

Wykorzystujemy do tego nowoczesne i najbardziej efektywne technologie.

Mieliśmy też już zdefiniowany segment rynku, dla którego chcemy budować nowe rozwiązanie. Była to oczywiście branża technologiczna. Następnym krokiem było zdefiniowanie warunków wygranej. Innymi słowy, dokonanie wyboru jak definiujemy sukces, a także jak zmierzymy, czy go osiągnęliśmy. W tym przypadku mogłoby to być np. osiągnięcie dominującej pozycji rynkowej, mierzonej konkretną metryką.

Mając ten kontekst mogliśmy skupić się na wypracowaniu strategii dla produktu, jakim miał się stać the:protocol. Pracując nad nią chcieliśmy, by miała następujące cechy:

  • dobrze zdefiniowany problem,
  • była oparta o dobrze zweryfikowane insighty (na podstawie danych ilościowych i jakościowych),
  • pozwalała na skupienie się na małej liczbie obiecujących hipotez dotyczących potencjalnych rozwiązań,
  • ww. hipotezy jasno opisywały drogę od problemu do rozwiązania.

Pierwsze pytanie, które sobie zadaliśmy brzmiało:

Dla kogo konkretnie ma być ten produkt?

Ze strategii biznesowej wynikało, że na start naszym kluczowym segmentem użytkowników powinni być programiści, level mid i senior. Niezły target, co? W czasie pandemii, w czasie totalnego boomu na rynku IT, gdy rekruterzy i rekruterki walą do developerów drzwiami i
oknami… Trudno było o bardziej “wdzięczną” grupę docelową, którą chcemy przekonać do skorzystania z kolejnego produktu rekrutacyjnego. Ale co było robić? Trzeba było zrobić research, żeby dobrze zdefiniować problem.

Zastanawialiśmy się, co jest najważniejsze dla naszej grupy docelowej w kontekście poszukiwania pracy. Czy wszystkie te aspekty zagospodarowuje nasza konkurencja? Może jesteśmy w stanie zidentyfikować coś, co pomoże nam się wyróżnić?

Dzięki badaniom z naszymi potencjalnymi użytkownikami zrozumieliśmy, że liczą się dla nich następujące rzeczy:

  • współczynnik ilości do jakości ogłoszeń - chcę jak najwięcej wyboru, ale nie chcę przeglądać niskiej jakości treści, większa symetria w relacji rekruter/rekruterka-rekrutowany/rekrutowana - np. chciałabym o coś dopytać, zanim zaaplikuję, ale nie mam sposobu na kontakt z osobą publikującą ogłoszenie,
  • informacje o projekcie i zespole - marka pracodawcy jest ważna, ale kluczowe jest dla mnie to, co będę robił i z kim,
  • oszczędność czasu, tj.:
    ○ nie chcę się zastanawiać, jak ten produkt działa,
    ○ to czego szukam powinno być łatwo dostępne,
    ○ a wszelkie procesy jak najprostsze i najkrótsze.

Te insighty pozwoliły nam na świadome podjęcie wyboru, na czym chcemy się skupić, żeby na tym nasyconym rynku zaoferować unikalną wartość i tym samym zbudować przewagę konkurencyjną.

Jak to się przełożyło na pierwszą wersję produktu, który oddaliśmy w ręce naszych użytkowników?

  • Jakość i unikalność ofert - uważnie podeszliśmy do selekcji ofert, które współdzieliliśmy z serwisem pracuj.pl, by wykorzystać te najwyższej jakości, ale zadbaliśmy też o swój unikalny content.
  • Symetria kandydat-rekruter - postawiliśmy na bardziej bezpośredni kontakt kandydatek/kandydatów z pracodawcami, dzięki umożliwieniu zadawania pytań dotyczących danego ogłoszenia.
  • Projekty - stworzyliśmy dedykowany moduł ogłoszenia “O projekcie” i rozpoczęliśmy edukowanie pracodawców, jak ważne jest to, żeby wypełniać go odpowiednią treścią. Powstał też dedykowany filtr, by użytkownicy łatwo mogli wyświetlić oferty, które
    zawierają te informacje.
  • Użyteczność - położyliśmy duży nacisk na dopracowaną architekturę filtrowania i sprawną wyszukiwarkę, a całość okrasiliśmy szczyptą miłości, zgodnie z założeniami frameworku MLP (Minimum Loveable Product).

Każdy z tych wątków był osobną hipotezą lub zbiorem hipotez, które w skupieniu weryfikowaliśmy eksperymentami i iteracyjnym rozwojem, by zobaczyć, które z nich rzeczywiście oferują naszym kandydatom i kandydatkom rzeczywistą wartość. Wraz z każdą kolejną dawką wniosków, nasza strategia była modyfikowana i dostosowywana do stanu naszej wiedzy. Nowe insighty generowały kolejne okazje, a te prowokowały nas do pracy nad tym, czy nie warto skorygować wyborów, które podjęliśmy na starcie naszych prac.

It’s alive!

Strategia to żywy organizm, dla którego z jednej strony kluczowe jest skupienie i konsekwencja, a z drugiej zdolność adaptacji do zmieniających się warunków i otoczenia konkurencyjnego. Dlatego, jeśli chcesz, by Twoja strategia była coraz lepsza:

  1. Inwestuj swój czas w jak najlepsze zrozumienie rynku (w tym konkurencji).
  2. Inwestuj swój czas, by jak najlepiej zrozumieć swoich klientów i ich potrzeby.
  3. Cyklicznie pracuj nad formułowaniem i realizowaniem założeń swojej strategii, by jak najwięcej uczyć się przez doświadczenie.

Opłaci się.

the:protocol © 2026 Grupa Pracuj S.A.