Kosmiczne wyzwanie zdrowotne
Długotrwały pobyt w kosmosie nie jest dla naszego organizmu bułką z masłem. Nawet krótki czas w mikrograwitacji potrafi dać w kość naszym kościom - dosłownie. Problemy z krążeniem, wzrokiem czy nawet osteoporozą to tylko wierzchołek kosmicznej góry lodowej. A co jeśli dodamy do tego innych poziomów grawitacji, takich jak te na Marsie czy Wenus?
Firma gravityLab postanowiła wziąć byka za rogi. Ich pomysł to statek kosmiczny zdolny do tworzenia „programowalnej grawitacji”. Jak to działa? Za pomocą mechanicznego ramienia i przeciwwagi, której położenie i prędkość obrotową można regulować. CEO firmy, Grant Bonin, jest przekonany, że zrozumienie różnych poziomów grawitacji to klucz do naszej przyszłości w kosmicznej przestrzeni.
GravityLab w akcji
Bonin nie jest nowicjuszem w świecie kosmicznych technologii. Jego kariera rozpoczęła się od tworzenia małych satelitów dla Uniwersytetu w Toronto. Po drodze były startupy związane z wydobyciem asteroidów i prace dla Rocket Lab. Jednak jego fascynacja sztuczną grawitacją była silniejsza. Wspólnie z Chrisem Lewickim założył gravityLab.
Firma nie traci czasu. Ich pierwsza misja demonstracyjna, gLab-1, ma wystartować już na przełomie 2024 i 2025 roku. Współpracują z firmą Astro Digital i mają wielkie plany na przyszłość. Bonin jest niecierpliwy i nie chce czekać na rozwój nowych technologii rakietowych: „Możemy to zrobić teraz. Możemy zacząć prace nad zmniejszaniem ryzyka, które wpłyną na naszą przyszłość w kosmosie”.
Kto wie, może dzięki inicjatywom takim jak gravityLab, nasza kosmiczna przyszłość jest bliżej niż myślimy. Jedno jest pewne - jeśli chodzi o grawitację, to dzięki nim będziemy mieć ją pod kontrolą.